HomeHome  CalendarCalendar  FAQFAQ  SearchSearch  MemberlistMemberlist  UsergroupsUsergroups  RegisterRegister  Log in  

Share | 
 

 dziedziniec

Go down 
Go to page : 1, 2  Next
AuthorMessage
Admin
Admin
avatar

Posts : 71
Join date : 2009-10-12

PostSubject: dziedziniec   Mon Oct 12, 2009 12:40 pm

,
Back to top Go down
View user profile http://parisrpg.omgforum.net
breth

avatar

Posts : 39
Join date : 2009-10-17
Age : 30
Location : paryz

PostSubject: Re: dziedziniec   Sat Oct 17, 2009 2:03 pm

leżał na ławce na dziedzińcu i obserwował ciemne niebo, popalając przy tym papierosa. nie wiem, może czerwonego malboraska czy cokolwiek. ble, nie lubię marlboro. no, nieważne, breth najwyraźniej lubił. i napisz do mnie na gg, bo nie zapisałam numeru.-,-
Back to top Go down
View user profile
anne

avatar

Posts : 41
Join date : 2009-10-17

PostSubject: Re: dziedziniec   Sat Oct 17, 2009 2:07 pm

akurat mam ten avć na dysku ; p. w każdym razie anne szła tędy, dlatego że jej dziekan uparł się, iż indeksy rozda akurat tutaj i o tej porze, a studenckich legitymacji wciaż nie dostali, co anne niesamowicie irytowało, bo musiała kupować normalne na metro, do autobusów i tak dalej, a lubiła ostatnimi czasy oszczędzać. zastanawiała się przez chwilę, czy ma zwidy, czy to breth, ostatnio nie wiedziała, jak ma sie zachowywać wobec niego, kiedy mijała go na korytarzu bez słowa, uciekając wzrokiem, więc teraz też go minęła i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że z teczki przypadkiem wysunęło jej się jakichś dwadzieścia stron świeżo skserowanego podręcznika, więc zaklęła i zaczęła je zbierać, nieświadomie wypinając tyłek w jego stronę.
Back to top Go down
View user profile
breth

avatar

Posts : 39
Join date : 2009-10-17
Age : 30
Location : paryz

PostSubject: Re: dziedziniec   Sat Oct 17, 2009 2:12 pm

ona powinna być dopiero w trzeciej klasie xd. noale, nieważne. breth nie byłby mężczyzną, gdyby w tym momencie nie obejrzał się na tyłek anne. stwierdził, że owy tyłek (nie wiedząc jeszcze, że należy on do anne) jest całkiem fajny, toteż wyrzucił papierosa w krzaki (najwyżej się spali uczelnia, to nic) i schylił się, by jej pomóc.
- cześć, anne - przywitał się sympatycznie, kiedy zobaczył, że to ona. zebrał do kupy wszystkie jej papiery i podniósł się, by oddać - obcięłaś włosy - zauważył! jak nie facet w sumie, mój własny nie zauważa nawet czy jestem z makijażem czy bez. może to i dobrze.
Back to top Go down
View user profile
anne

avatar

Posts : 41
Join date : 2009-10-17

PostSubject: Re: dziedziniec   Sat Oct 17, 2009 2:24 pm

- owszem - odparła oschle, bo gdyby mówiła normalnie, to pewnie używałaby tonu pełnego słodyczy i uwielbienia do bretha, a naprawdę nie chciała tego robić, bo wtedy wyczułby zbyt szybko, że ma nad nią przewagę, a ona poczułaby się upokorzona w jego oczach. przygładziła wiec swoje włosy insynktownie i wzięła od niego papiery, żeby wsadzić je do teczki. wcześniej miała poukładane po kolei, teraz jednak będzie musiała zająć się tym w domu, więc nie zapowiadał sie zbyt miły wieczór. wiesz, mój tato ostatnio stwierdził, że włosy mojej siostry są zbyt matowe i okazało się, że nie używała odżywki tego ranka, wiec naprawdę różnie to bywa xd.
Back to top Go down
View user profile
breth

avatar

Posts : 39
Join date : 2009-10-17
Age : 30
Location : paryz

PostSubject: Re: dziedziniec   Sat Oct 17, 2009 2:29 pm

breth uśmiechnął się do niej szeroko, bo dzięki mateuszowi, moje postaci są dziś miłe i pogodne. zmierzwił sobie nawet włosy i ziewnął w dłoń.
- jak ci się podoba na sorbonie? i co studiujesz, w ogóle? - zainteresował się, bo skoro nie widzieli się tyle czasu, to mógł ją pytać o takie rzeczy - pasuje ci. znaczy nowa fryzura - dodał, spogladając na nią z łagodnym uśmiechem mathiasa, który spowodowałby, że bym chyba umarła.
Back to top Go down
View user profile
anne

avatar

Posts : 41
Join date : 2009-10-17

PostSubject: Re: dziedziniec   Sat Oct 17, 2009 2:35 pm

- chemię, a co innego miałabym studiować? - uniosła obie brwi do góry i skrzyżowała ręce na piersiach, przyciskając do nich swoją wypchaną teczkę. gdyby była bardziej pewna siebie, zapewne odparłaby, że musi już iść, ale nie umiala tego powiedzieć, kiedy widziała ten uśmiech, na który zawsze leciała aż za bardzo, a teraz to już w ogóle hohoho. - dzięki - dodała też, apropos swoich włosów i spojrzała na czubki swoich obcasów, nie wiedząc, co mówić, bo miała złe wspomnienia xd.
Back to top Go down
View user profile
breth

avatar

Posts : 39
Join date : 2009-10-17
Age : 30
Location : paryz

PostSubject: Re: dziedziniec   Sat Oct 17, 2009 2:49 pm

- no tak, całkiem wypadła mi z głowy ta twoja chemia - stwierdził, wciąż się uśmiechając - może odprowadzić cię do domu? i tak nie mam na dziś planów - zaproponował, dobrodusznie, bo oczywiście chodziło tylko o to, by jej się nic nie stało po drodze, na pewno! wsunął dłonie do kieszeni swoich czarnych rurek, której zsuwały się z jego chudego i jednocześnie niesamowicie seksownego tyłka. uśmiechał się do anne zachęcająco.
Back to top Go down
View user profile
anne

avatar

Posts : 41
Join date : 2009-10-17

PostSubject: Re: dziedziniec   Sat Oct 17, 2009 2:55 pm

kurde napisalam czubki obcasow no spoko xd
przez moment udawała, że głębo sie zastanawia i że bardzo się waha, a wahadło to jest bardziej na nie niż na tak, choć w rzeczywistości było na tak, bo jakżeby inaczej mogło się stać pod wpływem tego uśmiechu, za którym czasami tęskniła, gdy było jej zimno w nocy i nie miała się do kogo przytulić.
- okej, możesz odprowadzić mnie do domu - pozwoliła mu łaskawie, nie czując sie na siłach, by mu odmówić, zacisnęła palce na brzegach swojej teczki, trochę trzęsły jej się przez niego ręce!
Back to top Go down
View user profile
breth

avatar

Posts : 39
Join date : 2009-10-17
Age : 30
Location : paryz

PostSubject: Re: dziedziniec   Sat Oct 17, 2009 2:57 pm

breth uśmiechnął się więc szeroko i skinął głową na wyjście z terenu sorbony, ziewając dyskretnie w dłoń. był zmęczony po całonocnym, piątkowym piciu, ale starał się tego jakoś nie okazywać.
- więc, moja droga anne, co u ciebie? i gdzie teraz mieszkasz? - bo kiedy ostatni raz byli w paryżu, anne mieszkała u martina, teraz zapewne miała swoje własne mieszkanie. obserwował ją kątem oka. była tak samo ładna, jak ją zapamiętał.
Back to top Go down
View user profile
anne

avatar

Posts : 41
Join date : 2009-10-17

PostSubject: Re: dziedziniec   Sat Oct 17, 2009 3:13 pm

- po pierwsze, na pewno nie twoja droga anne - prawie warknęła, tak bardzo wczuła się w swoją rolę nieczułej kobiety sukcesu. odgarnęła nieposłuszną grzywkę z oczu, czasami włosy za bardzo się jej puszyły. - mieszkam teraz w defense, więc pewnie niedaleko ciebie, w zasadzie u mnie nic ciekawego, a przynajmniej nic takiego, co by cię zaciekawiło, bo chyba cię nie ciekawię, przynajmniej ostatnim i przedostatnim razem cię nie ciekawiłam... - oświadczyła, przyśpieszając tępa. chciała jak najszybciej mieć to z głowy, bo czuła, że zaraz się ugnie.
Back to top Go down
View user profile
breth

avatar

Posts : 39
Join date : 2009-10-17
Age : 30
Location : paryz

PostSubject: Re: dziedziniec   Sat Oct 17, 2009 3:20 pm

- bez nerwów anne - stwierdził tylko i pokręcił głową z dezaprobatą. przyśpieszył kroku, by jej dorównać - więc jak mam się do ciebie zwracać? 'ej ty' czy jak wolisz? xd - bo nic innego mu nie przychodziło do głowy - i jeśli tak bardzo rozmowa ze mną cię męczy to ja sobie pójdę, to była tylko luźna propozycja z tym odprowadzaniem, no rozumiesz - miał nadzieję, że rozumiała.
Back to top Go down
View user profile
anne

avatar

Posts : 41
Join date : 2009-10-17

PostSubject: Re: dziedziniec   Sat Oct 17, 2009 3:26 pm

czubki obcasów i tępo to po prostu hasło na dziś
chciała mu wygarnąć, że nie miał za grosz pojęcia na temat tego, jak się czuła z tym i ile wysiłku jej zajmowało traktowanie go w ten sposób i że dlaczego jest taki głupi, że się tak zachowuje, bo ona naprawdę cierpiała, ale nie, on, breth, oczywiście żył swoim życiem, bo każdy żyje swoim, więc mógł się nią swobodnie bawić, no, proszę bardzo. zacisnęła usta, zastanawiając się nad jakąś mądra ripostą, ale w jego towarzystwie nic jej nie przychodziło do głowy.
- nie, chyba lepiej mnie odprowadź, nienawidzę chodzić sama po nocy - mruknęła w końcu.
Back to top Go down
View user profile
breth

avatar

Posts : 39
Join date : 2009-10-17
Age : 30
Location : paryz

PostSubject: Re: dziedziniec   Sat Oct 17, 2009 3:32 pm

breth pokiwał głową ze zrozumieniem i przez chwilę pewnie w milczeniu szli w stronę defense, ale musiał coś powiedzieć.
- anne, wiem, że to może nie ma dla ciebie teraz znaczenia, ale przepraszam cię za te wszystkie głupoty z przeszłości. po prostu chciałbym, żebyś wiedziała, że nie jestem takim chujem, za jakiego mnie masz - a zdawał sobie sprawę z tego, że anne ma go za chuja, bo on pewnie też by o niej tak myślał. znaczy nie chuj tylko no nie wiem dziwka, szmata, suka, cokolwiek.
Back to top Go down
View user profile
anne

avatar

Posts : 41
Join date : 2009-10-17

PostSubject: Re: dziedziniec   Sat Oct 17, 2009 3:36 pm

- nie miałam cię za chuja, tylko za gnoja, ale bez różnicy - wzruszyła ramionami i oczywiście nie chce mi się zaczynać w nowym temacie, ale dotarli chyba do jej kamiennicy, więc zatrzymała się przed drzwiami do klatki schodowej, o które oparła się plecami, bo były czyste, przynajmniej w świetle latarni ulicznej, więc nie bała się, że pobrudzi sobie płaszcz. - breth, co ty w ogóle chcesz osiągnąć swoimi przeprosinami? nie wiem, liczysz na moją przyjaźń? że rzucę ci się na szyję?
Back to top Go down
View user profile
breth

avatar

Posts : 39
Join date : 2009-10-17
Age : 30
Location : paryz

PostSubject: Re: dziedziniec   Sat Oct 17, 2009 3:49 pm

- hej, hej anne spokojnie, nie rozkręcaj się tak. mam dziewczynę, więc dlaczego uważasz, ż chcę żebyś rzuciła mi się na szyję, hm? - zapytał, stając nawet w miejscu. oczywiście, że nie miał dziewczyny, ale nie mógł pozwolić, by anne go tak zgnoiła, znał swoją godność. spoglądał na nią zaciekawiony. nie chciał się z nią kłócić, ale za każdym razem, kiedy spotykał anne ona próbowała mu udowodnić jaka to jest samodzielna i tak dalej, ale on ją zbyt dobrze znac, by uwierzyć.
Back to top Go down
View user profile
anne

avatar

Posts : 41
Join date : 2009-10-17

PostSubject: Re: dziedziniec   Sat Oct 17, 2009 3:54 pm

- och, nie wiem, dla zabawy, dla przyjaźni, dla mimo twojej rzekomej dziewczyny, której nie posiadasz, rany - przewróciła oczyma. nie była głupia, w jej towarzystwie koleżanki dużo mówiły o brethu, bo był zbyt ładny, by niejedna się za nim nie obejrzała, więc nic w tym dziwnego, że anne była na bierząco ze wszystkim. zresztą, nawet, gdyby nie koleżanki, anne w gruncie rzeczy kochała bretha całą sobą, ale była zbyt dumna, by to pokazać, po prsotu musiała wszystko wiedzieć o jego dziewczynach i tyle! - no to ja już nie wiem, dlaczego mnie przepraszasz. chyba nie od tak, co?
Back to top Go down
View user profile
breth

avatar

Posts : 39
Join date : 2009-10-17
Age : 30
Location : paryz

PostSubject: Re: dziedziniec   Sat Oct 17, 2009 4:02 pm

breth stwierdził, że anne jest całkiem dobrze poinformowana, jak na osobę, której nie widział od kilku miesięcy. zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, nie opanował swoich emocji i uczuć, związanych z ich spotkaniem i objął anne w talii, by przyciągnąć do siebie i pocałować namiętnie. już teraz wiedział, że tego mu niesamowicie brakowało. pragnął jej, jak nikogo innego na tym swiecie, pewnie dlatego, że była miłością jego życia. nie powiedział tego póki co na głos, bo dopiero po chwili się od niej odessał.
Back to top Go down
View user profile
anne

avatar

Posts : 41
Join date : 2009-10-17

PostSubject: Re: dziedziniec   Sat Oct 17, 2009 4:10 pm

z tego wszystkiego zapomniała się mu wyrwać i teraz pozostanie jej już tylko świadomość, że oto całowała się z chujem i gnojem, który był dla niej najważniejszą osobą na świecie od zawsze, bo już nawet nie potrafiła myśleć o dniach, kiedy go nie znała. nawet swoje rzeczy dzieliła w szafie na rzeczy, które nosiła przed poznaniem bretha i rzeczy, które nosiła po poznaniu bretha, więc już w ogóle obsesja i szaleństwo. jęknęła zdezorientowana w jego usta.
- to niesprawiedliwe - mruknęła, oblizując sowje lekko zaczerwienione wargi. - powinieneś był mi trzasnać jakąś ripostą zamiast tego - westchnęła, otaczając jego szyję ramionami i przytulając się do niego. - no naprawdę.
Back to top Go down
View user profile
breth

avatar

Posts : 39
Join date : 2009-10-17
Age : 30
Location : paryz

PostSubject: Re: dziedziniec   Sat Oct 17, 2009 4:25 pm

breth, z wielką ulgą zaśmiał się we włosy anne i pocałował ją w uszko, kiedy udało mu się do niego dostać.
- wrócimy do tego, jeśli tak bardzo ci się podobało - stwierdził ze śmiechem i z tej radości, uniósł anne do góry, by znów pocałować - kocham cię, anne. naprawdę cię kocham. jak nikogo innego na tym świecie. kocham cię. kocham. kocham. kocham - mógłby jej to powtarzać godzinami albo napisać o tym jakiegoś pana tadeusza dwa czy cokolwiek. w sensie takiej grubości. albo quo vadis. kocham lektury w pierwszej klasie liceum-,-
Back to top Go down
View user profile
anne

avatar

Posts : 41
Join date : 2009-10-17

PostSubject: Re: dziedziniec   Sat Oct 17, 2009 4:31 pm

- ja ciebie przede wszystkim też - odparła, rozśmieszył ją nieco, więc sama też się roześmiała, odczuwając wielką ulgę, że nie tylko ona tutaj przez tyle czasu walczyła z emocjami i innymi figlami, które płatały jej uczucia do bretha. - boże, jaaaki ty jesteś... - pokręciła aż głową, w ziwązku z tym wszystkim, co ostatnio się działo, absorbował ją tylko fakt, czy breth zrobił to wszystko na spontanie, czy zaplanował to sobie i jakby nie było, czekał na nią na tej ławce, albo chociaż na odpowiednią okazję, która zdarzyła się akurat dzisiaj. - rany, no nie, proszę cię, możesz już mnie postawić, bo chciałabym znaleźć klucze i zaprosić cię do środka, skoro już stwierdziliśmy, że się kochamy! - zachichotała.
Back to top Go down
View user profile
breth

avatar

Posts : 39
Join date : 2009-10-17
Age : 30
Location : paryz

PostSubject: Re: dziedziniec   Sat Oct 17, 2009 4:36 pm

- a skąd wiesz, że chcę wejść? - zapytał, siląc się na powagę, ale zaraz wybuchnął śmiechem w ładne, króciutkie włosy anne, bo obejmował ją teraz od tyłu - to tak z serii wieczorne żarty - wyjaśnił, zaglądając jej przez ramię - nic się nie zmieniłaś. ten sam bałagan w torebce od dwóch lat - stwierdził i westchnął, kręcąc głową. chyba wciąż się uśmiechał, ale myślę, że w obecnej sytuacji to mogło jej się wydawać całkiem normalne. pierwszy raz od kilku miesięcy był tak naprawdę szczęśliwy.
Back to top Go down
View user profile
anne

avatar

Posts : 41
Join date : 2009-10-17

PostSubject: Re: dziedziniec   Sat Oct 17, 2009 4:49 pm

- gdybyś miał torebkę, też to by tak wyglądało - odparła i w końcu znalazła klucze, by otworzyć nimi drzwi i weszli na klatkę, która była ogrzewana systemem podłogowym (co kogo to obchodzi...), w związku z czym było na niej już o wiele cieplej. - i zostaniesz na noc, prawda? - zapytała, odwracając się przodem do niego i obejmując go w pasie, także po schodach szła tyłem, silac się na swój instynkt i ufając brethowi, że ją złapie w razie czego i że sam się z tego wszystkiego nie przewróci.
Back to top Go down
View user profile
breth

avatar

Posts : 39
Join date : 2009-10-17
Age : 30
Location : paryz

PostSubject: Re: dziedziniec   Sat Oct 17, 2009 4:54 pm

breth trzymał ją mocno w pasie, żeby się nie przewróciła, bo wtedy zapewne miałby pretensje do siebie. ale spoko, miał dużo siły, a anne była leciutka, więc z pewnością ją utrzyma. dotarli nawet pod jej drzwi.
- jeśli mi pozwolisz spać obok siebie, to tak. no bo wiesz, mogłabyś mnie wygonić na kanapę czy cokolwiek - wzruszył ramionami ze śmiechem i pomógł anne z otworzeniem drzwi. zajebiscie trudne jest przekrecenie klucza w zamku, nie ma co.
Back to top Go down
View user profile
breth

avatar

Posts : 39
Join date : 2009-10-17
Age : 30
Location : paryz

PostSubject: Re: dziedziniec   Sat Oct 17, 2009 5:02 pm

zasneli
Back to top Go down
View user profile
Sponsored content




PostSubject: Re: dziedziniec   

Back to top Go down
 
dziedziniec
Back to top 
Page 1 of 2Go to page : 1, 2  Next

Permissions in this forum:You cannot reply to topics in this forum
paris :: MIASTO :: Sorbona-
Jump to: